Poza operacjami, które opisałam wcześniej,przeszłam jeszcze dwie, rok po roku. Nie będę ich opisywać ponieważ polegały one na tym samym, co już przeszłam, więc nie ma sensu pisanie o tym w koło.
W ciągu ostatnich 4 lat wspierał mnie mój Łukasz. Pocieszał mnie i męczył się zarazem, że nie ma jak mi pomóc. Niestety było ze mną coraz gorzej. Stawy nie pozwalały mi żyć, brałam już leki przeciwbólowe na bazie narkotycznej. Mój uśmiech na twarzy to była tylko nałożona maska, żeby inni nie widzieli, że nie jest wręcz fatalnie. Jedynie Łukasz odczuwał i zauważał w jakim jestem stanie. Maska ukrywała wszystko poza smutnymi i załzawionymi oczami, a jak to mówią oczy są zwierciadłem duszy. Więcej

Najnowsze komentarze