Postanowiłam napisać taki wpis ponieważ coraz częściej spotykam osoby, które mają problemy z poczuciem niskiej wartości. Ja zajmę się szerzej tym tematem w kontekście osób chorych.
Zacznę od definicji poczucia własnej wartości oraz samooceny.
Poczucie własnej wartości to stan psychiczny powstały na skutek elementarnej, uogólnionej oceny dokonanej na własny temat.
Samoocena to uogólniona postawa w stosunku do samego siebie, która wpływa na nastrój oraz wywiera silny wpływ na pewien zakres zachowań osobistych i społecznych. Podstawą samooceny jest samowiedza, czyli zespół sądów i opinii, które jednostka odnosi do własnej osoby. Te sądy i opinie dotyczą właściwości fizycznych, psychicznych i społecznych.
Według Nathaniela Brandena, wyróżnia się sześć filarów samooceny: świadomość, niezależność, prawość, celowość, asertywność oraz samoakceptacja.
Psycholodzy wyróżniają dwa rodzaje postaw związanych z samooceną ogólną: samoakceptację i samoodtrącenie.
Samoakceptację określa się jako postawę nacechowaną wiarą, zaufaniem i zdrowym szacunkiem dla samego siebie. Postawa taka sprawia, że jednostka może wykonywać i wykorzystywać swoje możliwości, a także potrafi skorygować swoje zachowanie pod wpływem innych. Osoby, które akceptują siebie, mają pozytywne mniemanie o sobie i dobre samopoczucie.
Przez samoodtrącenie rozumie się postawę wobec siebie łączącą się z przeżywaniem poczucia krzywdy, poczucia winy, poczucia niższości albo innych doznań związanych z pretensją i żalem do siebie. Osoba taka nie docenia własnych sukcesów, a przecenia porażki, dąży do poniżenia siebie, czasem wręcz siebie nienawidzi.
(Źródło Wikipedia)
Bardzo często wśród osób chorych występuje samoodtrącenie tzn. brak wiary we własne siły, samokrytyka, niska samoocena, wmawianie sobie, że nic dobrego go w życiu nie spotka.
Skąd taka myśl? To chyba własne doświadczenie będzie najlepszym przykładem i uzasadnieniem takiej opinii. Kiedyś sama wmawiałam sobie, że w życiu nic nie osiągnę bo jestem chora. Albo, że choroba tak mnie ogranicza, że nie skończę szkoły, nie pójdę do pracy, a o usamodzielnieniu to mogę zapomnieć. Był w moim życiu okres, że nie wychodziłam poza domowe cztery ściany chyba, że musiałam iść na jakąś wizytę do lekarza. Gdy tylko to zrobiłam czułam się gorsza od innych, brzydsza i niepotrzebna. Niestety z przykrością muszę stwierdzić, że to nie wina tylko osoby chorej, że tak do tego wszystkiego podchodzi kiedy pojawia się „defekt” zwany niepełnosprawnością.
Często jest tak, że ludzie, którzy nas otaczają są dla nas okrutni. Pierwszy lepszy przykład jaki mogę opisać to zakupy w supermarkecie. Niby taka normalna rzecz, człowiek idzie kupić potrzebne dla siebie rzeczy, a obok słyszy komentarze „widzisz jak ona wygląda?” albo „widzisz jak ona chodzi?” „ale anorektyczka”. Ten wzrok, który mówi “zejdź mi z oczu nie mogę na ciebie patrzeć dziwolągu ” – jest straszny. Tak wiem nie każdy taki jest, ale niestety nie zmienia to faktu, że wystarczy kilka takich sytuacji i człowiek momentalnie zamyka się w sobie. Unika osób trzecich. Wtedy pojawiają się w głowie myśli „nie znajdę nigdy sobie bliskiej osoby bo na to nie zasługuję, ponieważ jestem chora”, „nie usamodzielnię się bo choroba mnie ogranicza”, „nie zasługuję na nic jestem tylko przeszkadzającym „pionkiem na tym świecie” itd. itp.
Jeszcze gorsze w tym wszystkim jest to, że człowiek tak szybko traci swoją wartość w swoich oczach a odzyskać ją jest cholernie trudno. Mnie się udało. Zacisnęłam zęby i powiedziałam dość. Obecnie pracuję, usamodzielniłam się, mam bliską memu sercu osobę. Do tej pory jak gdzieś wychodzę spotykam się z różnymi incydentami. Tylko, że teraz nauczyłam się nie zwracać na to uwagi. Nieraz coś skomentuję czego żałuję bo czymś takim w sumie zniżam się do czyjegoś poziomu. Ale po prostu człowiek czasami musi zrobić coś żeby inny zauważył, że ja tu jestem, widzę i słyszę co się wkoło mnie dzieje.
Co chciałabym przekazać tym wpisem? Po prostu to, że my jako osoby niepełnosprawne możemy żyć jak reszta. Owszem mamy jakieś ograniczenia ale da się je jakoś pokonać, ominąć. Trzeba tylko otworzyć się na ludzi, którzy chcą nam w tym pomóc. Wychodzić do nich i ich nie unikać. Im bardziej będziemy żyć jak zdrowi ludzie tym lepiej będziemy podchodzić do naszej niepełnosprawności. Być może nam jest trudniej ale chciałabym zauważyć, że osoby zdrowe również mają często niską samoocenę. Wszystko zależy od tego jak jesteśmy wychowani. W jakim otoczeniu dojrzewaliśmy. Co w swoim życiu przeżyliśmy. Na nasze samopoczucie może wpłynąć mnóstwo rzeczy. Tak więc niezależnie od tego czy jesteś zdrowy czy chory warto zrobić coś żeby tą wartość odzyskać. Życie staje się łatwiejsze.
Jeżeli nie potrafisz zrobić tego sam można skorzystać z różnych spotkań na których wykonywane są ćwiczenia pomagające w tej kwestii. Można również iść do psychologa. Na pewno trzeba zrobić cokolwiek w tym kierunku a nie usiąść i pogrążać się w coraz większym dołku.

sie 10, 2011 @ 16:38:12
Piękny wpis , mądre słowa, które jeszcze bardziej mnie zmobilizowały do tego co robię :).Czeka mnie b.ciężka praca nad sobą.Teraz wiem,że pomoc specjalisty będzie bardzo wskazana :), mogę powiedzieć,ze już z niej korzystam.Bardzo na czasie dla mnie, więc idę za Twoja radą i ” do ludzi ” jak napisałaś, by ” nasze życie stało się łatwiejsze”-czego życzę Tobie, sobie i wszystkim, którzy tego potrzebują.
Dziękuję i pozdrawiam cieplutko :)***
sie 11, 2011 @ 09:53:13
Witam.
Pięknie :)
sie 12, 2011 @ 11:02:11
Co lepsze gdy chorujesz? Środek przeciwbólowy czy bolesne lekarstwo? Odpowiedź jest trudna.
Pomoc psychologa i życzliwych ludzi to takie znieczulenie. Jeśli ktoś dorósł do zażycia lekarstwa to polecam książkę “Przebudzenie” – Anthony de Mello.
wrz 17, 2011 @ 20:37:48
Choruję często, co prawda nie przewlekle, ale na tyle często, że przeszkadza mi to w normalnym życiu. Kiedy zauważyłam, że mam o sobie podobną opinię, do tej, jaką przedstawiłaś w artykule powyżej, byłam lekko w szoku. Zaczęłam więc świadomie reagować na negatywne myśli i nastawienia. Bardzo mi pomogła rozmowa z bliskimi na ten temat.
Dobrze, że napisałaś na ten temat. Pozdrawiam